Dziś Arka wróciła oficjalnie do gry po dłuższej przerwie W pierwszym domowym spotkaniu 2026 roku przyszło jej się mierzyć z Legią Warszawa, a więc z zespołem, który nieprzerwanie od dwóch miesięcy zimuje w strefie spadkowej. Biorąc pod uwagę zarówno przyzwoitą dyspozycję Arki w meczach przy Olimpijskiej, jak i wspomniane okoliczności, tym bardziej wypatrywaliśmy wygranej. Ta prawie nadeszła. No właśnie - prawie. Nieszczęsna końcówka widowiska pokrzyżowała Arce plany dotyczące wskoczenia na wyższą pozycję w tabeli oraz wymarzonego wejścia w nowy rok. Ale zacznijmy od początku. Trener Dawid Szwarga na ów pojedynek wybrał sprawdzone ustawienie 3-4-3. Pierwotnie zamierzał wrzucić Vladislavsa Gutkovskisa obok Edu Espiau, lecz jeszcze przed startem w miejsce Łotysza wskoczył Nazarij Rusyn.

Początkowe fragmenty meczu wskazywały na równy poziom gry. Pomimo późniejszej kontroli Arki, to warszawianie jako pierwsi zdołali oddać strzały na bramkę. Przy próbach gości przytomnością umysłu wykazywał się Damian Węglarz, golkiper Arkowców. W 26. minucie rywalizacji żółto-niebiescy wyszli na prowadzenie. A to za sprawą efektownego trafienia Michała Marcjanika. Po tym jak Sebastian Kerk wrzucił futbolówkę z narożnika boiska, doświadczony obrońca wyskoczył w idealnym momencie, wbijając głową piłkę do siatki. Potem Bartosz Kapustka, zawodnik Legii, zachciał doprowadzić do wyrównania. Na przeszkodzie stanął jednak Węglarz, który odbił jego uderzenie. Do przerwy na tablicy widniał pozytywny dla Arki rezultat, dający wówczas zwycięstwo.
Wkrótce po wznowieniu starcia Arka doszła do niesłychanie dogodnej okazji. Samotny wypad z piłką odbył Nazarij Rusyn. Ukraiński skrzydłowy, wychodzący z kontry, biegł zawzięcie w stronę miejsca strzeżonego przez Kacpra Tobiasza, a na finiszu swego rajdu nie trafił czysto, przez co futbolówka poszybowała znacząco z dala od upragnionego celu. W kolejnych fazach ligowego sprawdzianu rywale znów podjęli się wyzwania pokonania naszego bramkarza. Damian i wtedy zachował zimną krew. Nim upłynęła godzina od rozpoczęcia meczu, podopieczni Dawida Szwargi podwyższyli prowadzenie. Za wcześniejsze nieprzykładne zamknięcie akcji zrehabilitował się Nazarij Rusyn. Arka po rzucie rożnym Legii zaprezentowała świetny kontratak, zwieńczony wspomnianym trafieniem. Pędzącego między defensorami oponentów Rusyna dostrzegł Sebastian Kerk. Pomocnik Arki obsłużył go więc wymierzonym podaniem, a Nazarij, schodząc do środka, powtórnie przymierzył z lewej nogi - tamtym razem pomyślnie, w światło bramki. Co ciekawe, zdobywca drugiego gola w przeszłości reprezentował barwy Legii Warszawa, u której nie przebił się do wyjściowej jedenastki.
Wydawało się, że już nikt nie zdoła powstrzymać Arki przed zgarnięciem arcyważnych trzech oczek. Wtem na scenę weszli oprzytomnieni gracze z Warszawy, którzy w ciągu zaledwie kilku minut zdobyli dwie bramki. Każda z nich padła autorstwa Antonio Colaka. Najpierw po rozegranym rożnym przycelował udanie z główki, a po chwili niemal powtórzył wyczyn sprzed kilkudziesięciu sekund... Trener Marek Papszun miał "nosa". Chorwacki napastnik na placu gry pojawił się w 74. minucie. Było tak blisko. Jednocześnie tak daleko. Bo nie bez powodu powstało powiedzenie mówiące o tym, że 2:0 to niebezpieczny wynik.
Mecz z dubletem asyst na koncie skończył i Sebastian Kerk i piłkarz przeciwnego zespołu Ermal Krasniqi.
Ostatecznie zremisowaliśmy na własnym stadionie z Legią. Powiedzieć o niedosycie, to jak nic nie powiedzieć. Zwycięstwo mieliśmy w kieszeni, a tymczasem zmuszeni jesteśmy pogodzić się z wynikiem remisowym. Cóż, taka ta piłka nożna czasem bywa - nieprzewidywalna i bezwzględna. Na różnych forach czyta się opinie na temat zmian dokonanych przez szkoleniowca Szwargę. Ten wykorzystał dzisiaj limit zmian. Na murawie zameldowali się tacy zawodnicy jak Dawid Kocyła, Vladislavs Gutkovskis, Patryk Szysz, Joao Oliveira oraz Luis Perea. Sporej części kibiców w kluczowym momencie, na murawie, zabrakło młodego Oskara Kubiaka. Zdolny 19-latek na swój debiut ekstraklasowy będzie musiał poczekać przynajmniej do 15 lutego, kiedy to zagramy w Szczecinie przeciwko tamtejszej Pogoni.
Mimo gorszej końcówki ogólna postawa Arki zasługuje na uznanie. Trudno było nie zauważyć chęci pójścia "po swoje", waleczności czy głodu tryumfu. Piłkarze Arki potrafili znakomicie wymieniać piłkę między sobą, i stąpając twardo po ziemi, utrzymywać się przy niej. Komentarz odnoszący się do sobotniej potyczki pozostawiamy do waszej dyspozycji, Arkowcy.
Natomiast na trybunach konkret - od 1. do ostatniej minuty. Kibice zaprezentowali oprawę z okazji 100-lecia miasta Gdyni. Sam trener nie krył na konferencji swojego pochwalającego zdania. Przy placu imienia Janusza Kupcewicza zasiadło łącznie około 12,5 tysiąca fanów. Dzięki każdemu za obecność!
My widzimy się w następną niedzielę. Walczymy dalej! Arka on tour!
ARKA GDYNIA: Węglarz - Gojny, Marcjanik, Szota - Jakubczyk (82' Perea), Gaprindashvili (63' Kocyła), Nguiamba, Navarro - Espiau (63' Gutkovskis), Kerk (82' Oliveira), Rusyn (71' Szysz),
Legia Warszawa: Tobiasz- Piątkowski, Augustyniak, Pankov - Krasniqi, Kapustka (69' Urbański), Szymański, Reca (46' Wszołek/ 62' Kovacik) - Bichakhchyan (61' Żewłakow), Rajović, Urbański (74' Colak).
Gole: 26' Marcjanik, 58; Rusyn, 90, 90+4' Colak
Liczba widzów: 12 497